niedziela, 28 października 2012
Nieistotny dysonans
Wszystko przecież dzieje się po coś. To zdanie było jej mantrą, choć tak często w nie wątpiła… Drzemały w niej niesamowite pokłady energii budzone przez słońce, ludzi, wiatr (uwielbiała, gdy bawił się jej włosami), czasem bezokazyjnie, po prostu… Niewiele chciała. Pragnęła tylko żyć, żyć prawdziwie, bo mało kto tak potrafi. Mówiła, że nie chce być normalna, że chce rozpalać serca, chce kochać i widzieć w każdym człowieku człowieka. Popełniała błędy, może nawet częściej niż inni. Gubiła się, uciekała, często była zawieszona gdzieś pomiędzy… ale wracała i to z taką siłą! Bardziej niż swoje szczęście ceniła cudze, zwłaszcza gdy mogła się do niego choć trochę przyczynić. Tak wiele rzeczy sprawiało jej radość, wystarczyły najdrobniejsze gesty, najprostsze słowa i zdarzenia, które obejmowały ją całą swoją siłą by nie pozwolić jej się zniechęcić i odejść. Wymagała od siebie dużo i prawie zawsze dochodziła do wniosku że przecież mogła dać więcej.. gdy coś nie wyszło, wszystko brała na siebie, jak gdyby tylko i wyłącznie od niej zależało to co się dzieje na świecie. Ale nie dawała tego po sobie poznać, bo miała tendencję do przeżywania wszystkiego w głębi swojego serca. Ludzie nie rozumieli tego milczenia, zawsze myśleli że przez to coś ukrywa. A tak naprawdę pragnęła tylko ich szczęścia..
http://www.youtube.com/watch?v=E4qgadA3HEY
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz