piątek, 16 września 2011

Są więzienia gorsze od słów. To, czego w żaden sposób nie da się wyrazić, co zżera cię od środka jak parszywa, nieuleczalna choroba, na której rozwój po pewnym czasie przestajesz mieć jakikolwiek wpływ. Kiedy idziesz brzegiem morza i nie słyszysz nic, prócz fal uderzającej o brzeg wody i własnych myśli, możesz dostrzec sens życia i króciutką, ulotną chwilę, która daje siłę. Potem to wszystko jakby gdzieś pryska i natrętne myśli, które do tej pory cię nękały wracają z podwojoną siłą. Jeśli ktoś jest człowiekiem nazbyt wrażliwym, ma przerąbane. Ale przynajmniej nie doświadcza nadmiernie uczuciowej pustki, która przeszkadza w myśleniu nawet o najprostszych rzeczach. Nie wiem co bardziej boli – ludzie, którzy robią wszystko, żeby pogrzebać cię wraz z twoimi marzeniami, którzy nieświadomi tego, komplikują tym życie sobie i innym, jakby samo w sobie nie było wystarczająco skomplikowane – czy samotność. Podła samotność, w której nie usłyszysz nic mogącego cie zranić ale też nic, co byłoby dobre i ciepłe i co dałoby siłę. Świat byłby dużo lepszy gdyby ludzie potrafili dzielić się tym, co w nich dobre i piękne, tymczasem są gotowi uwierzyć we wszystko tylko nie w prawdę. Zwłaszcza o sobie samym..



"Całą sobotę spędził zamknięty w pokoju, wśród swoich książek i zeszytów z rysunkami. Kapelusznik zszedł do sklepu prawie o świcie i wrócił dopiero późnym rankiem. Nawet nie ma odwagi powiedzieć mi tego prosto w twarz, pomyślał. Owej nocy, z oczami pełnymi łez, pożegnał się z latami, które spędził w tym ciemnym i zimnym pokoju, zagubiony w niemających się spełnić marzeniach. W niedzielę o świcie, za cały bagaż mając tylko torbę z ubraniem i kilkoma książkami, ucałował w czoło skuloną i śpiącą wśród pledów w jadalni matkę i odszedł. Ulice okrywała błękitnawa mgiełka i miedziane błyski wschodziły z tarasów Starego Miasta. Szedł powoli, żegnając się z każdą bramą, każdym zaułkiem, zastanawiając się, czy pułapka czasu jest rzeczywiście pułapką i czy któregoś dnia będzie mógł pamiętać tylko to, co dobre, i zapomni o samotności, która tyle razy prześladowała go na tych ulicach. Dworzec Francia był opustoszały, wygięte i wypolerowane klingi torów płonęły w świetle świtu i tonęły we mgle. Julián usiadł na ławce i wyjął książkę, Siedział tak parę godzin, zagubiony w magii słów, wchodząc w coraz inną skórę, zmieniając imię. Dał się porwać marzeniom jakichś postaci w cieniu, sądząc, że nie ma dlań na ziemi żadnego innego sanktuarium ani schronienia. Już wiedział, że Penélope nie przyjdzie na spotkanie. Wiedział, że on sam wsiądzie do pociągu jedynie w towarzystwie wspomnienia. Gdy w samo południe na stacji pojawił się Miquel Moliner i wręczył mu bilet i wszystkie pieniądze, jakie udało się zebrać, przyjaciele objęli się w milczeniu. Julián nigdy nie widział, by Miquel Moliner płakał. Zegar ich osaczał, odliczając uciekające minuty.
- Jeszcze jest czas – szeptał Miquel, z wzrokiem wlepionym w wejście na perony.
O pierwszej pięć zawiadowca stacji ostatni raz wezwał pasażerów udających się do Paryża do zajmowania miejsca w pociągu. Pociąg powoli już ruszał, gdy Julián spojrzał za siebie, żeby pożegnać się z przyjacielem. Miquel Moliner patrzył na niego, stojąc na peronie, z rękoma w kieszeniach.
- Pisz – powiedział.
- Jak tylko dojadę, zaraz napiszę – odparł Julián
- Nie. Nie do mnie. Pisz książki. Nie listy. Pisz je dla mnie. Dla Penélope
Julián przytaknął, teraz dopiero uświadamiając sobie jak bardzo będzie tęsknił za przyjacielem.
- I nie rezygnuj z marzeń – dodał Miquel. – Nigdy nie wiesz kiedy okażą się potrzebne.
- Zawsze są – szepnął Julián, ale ryk pociągu już porwał słowa.."

13 komentarzy:

  1. Chyba trzeba Ci wieczoru ze mną i Werą (mimo, że nie lubię jej). Chyba, że te też Cię dołują??
    słońce świeci!!! :-)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie nikt też nie lubi.
    Nawet ptak

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, skąd cytaty?
    E, mam wrażenie, że czasem straszliwie się zamykasz i nie dajesz sobie łatwo pomóc (albo też nie od razu (albo też wysnuwam niepotrzebne wnioski, bo to wszystko już nieważne (teraz tak sobie myślę, że nie znam cię za dobrze, może nigdy nie znałam, a może się ostatnio oddaliłyśmy))). A to bardzo źle, i wiem, że nie jestem najlepszą osobą do mówienia takich rzeczy, bo sama tak robię, ale to naprawdę, naprawdę źle, czasem chyba lepiej jest wygadać się komuś w autobusie, jak robi wielu ludzi przy mojej mamie (przy mnie nigdy;)). Cholera, mam wrażenie, że z tego mojego śmiałego aktu pocieszania gówno wychodzi i to wszystko będzie śmiesznie wyglądało, jak już to wyślę, ale to możesz zawsze usunąć, nie? Albo jeśli wszystko jest nietrafione. Tak czy inaczej, zawsze możesz się do mnie odezwać, słuchanie wychodzi mi chyba lepiej niż mówienie. No i silnie wierzę w moc wysłuchiwania;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Eeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!!!
    :************************
    Może jakiś seans filmowy w najbliższym czasie?! Piątek?!
    (Wejrusia, ja Ciebie lubię!)

    OdpowiedzUsuń
  5. Być może tak jest, pewnie dlatego że bardzo nie lubię dzielić się z innymi swoim przygnębieniem, bo po co rozmnażać coś, co jest złe, chociaż pewnie w większości masz rację M. I dziekuję że mogę na ciebie liczyć. ciesze się ze pamietasz o mnie.
    Ad, to kiedy?;-) zdjęcie autorstwa utalentowanej Wejrusi

    OdpowiedzUsuń
  6. A cytaty to moje zagmatwane myśli i fragment z Cienia Wiatru Zafóna.

    OdpowiedzUsuń
  7. (ty czytasz "Cień wiatru" i nic mi nie powiedziałaś!?;)]

    Ja wiem, czy to takie rozmnażanie? Z historii innych sporo można wysnuć i dla siebie; mam też wrażenie, że smutki, które się komuś opowiada, przynajmniej częściowo ulatują gdzieś w niebo, zawsze jest trochę lżej (co do słuchających, to dosyć to ponure, ale nieszczęścia innych nie kładą się na nich ogromnym ciężarem i nie chodzą za nimi długo, w końcu człowiek przejmuje się najwięcej swoimi problemami).
    Tyle apropo ponurości. Pomyśl, że co by cię od innych nie spotykało, jesteś dalej jedyna w swoim rodzaju i zawsze wiesz najlepiej, dlaczego postępujesz, jak postępujesz. Przeczytaj jakąś spokojną historię, obejrzyj twój ulubiony film, pośmiej się, w końcu wszystko wróci do normy;).
    M.

    OdpowiedzUsuń
  8. wszystko wróci do normy, jak rozwiązą się problemy, dylematy, gdy podejmie się odpowiednie decyzje. Oczywiście samo się nic nie zrobi i tak czy siak będę musiała narazie dalej w to brnąć. Co do ludzi - z tego co napisałaś czuję się dziwnie inna przejmując się problemami innych:p Poza tym, już mi lepiej. Przynajmniej narazie.

    [Cień wiatru - obowiązkowo. Jedna z najlepszych jakie czytałam]

    OdpowiedzUsuń
  9. ale nie mam skąd wziąć, w bibliotekach nie ma... ;_;

    co do przejmowania się: widzisz, już jesteś wyjątkowa;).

    OdpowiedzUsuń