Wędrówki trzeba mi. ciepła ogniska, miękkiego polaru i treków, gitary, gwiazd nocą, zapachu sosen, śpiewu starych zapomnianych juz piosenek i ptaków o poranku. Trzeba mi beztroski, długiej, wykańczającej jazdy pociągiem, niedostatku i skromności której było kiedyś pełno. Tego wewnętrznego "łał!" przez które można oszaleć. Wkurza mnie ta nowoczesność, nie moge sie odnaleźć i nie moge usiedzieć w miejscu. Mam dosyć miasta.
"[...] są takie podróże, gdy nie idzie się do jakiegoś miejsca, tylko do drugiego człowieka."
-Barbara Kosmowska, 'Niebieski autobus'

Jak ja Cię rozumiem! Robimy wędrówkę z ognichem w środku zimy? :} (jako podpis)
OdpowiedzUsuńw zimie to nie to samo. Ale mam lepszy plan. narazie ściśle tajny
OdpowiedzUsuńO Tintalle Elbereth, to jest jakoś ciągle pod spodem, to nie mija, czasem tak mi się przypominają jakieś wspomnienia i bumerangi ;) ...
OdpowiedzUsuńW zimie najlepiej moim zdaniem, najbardziej hardkorowo - jesteś zdana na siebie, wędrując walczysz z zamiecią i otaczającą Cię bielą :}
OdpowiedzUsuńCokolwiek znaczyło to wezwanie, M:P to zawsze będzie, na tym się wychowałyśmy
OdpowiedzUsuńNie lubię zimy, chyba że tą górską bez rozciapanego śniegu na chodnikach;-)
Co do wezwania - stosuję sprytny (:P) system zamiany, co by mnie nie korciło z imionami Bożymi w nieodpowiednich miejscach; te tutaj pochodzą z Tolkiena, oczywiście ^^
OdpowiedzUsuń