Gdybyście kiedyś zwątpili w ludzi i w świat który was otacza, po cichu powiem wam, że czasem warto być nieco egoistycznym i zacząć myśleć o sobie, a przynajmniej o siebie dbać. Nie powiem że nie warto pomagać innym bo warto. Warto być dobrym człowiekiem, poświęcać się do granic, mimo że owo poświęcenie i pomoc, są okupione łzami i nie docenieniem tego przez innych. Bo tak już jest na świecie że wielu tylko przejdzie obok całkiem obojętnie, myśląc że im się należy albo i lepiej. Nawet tego nie zauważą. Nie wolno się jednak zniechęcać i trzeba śmiało iść na przód. Bo wiecie? Nie ma nic wspanialszego od szczęścia drugiej osoby, gdy choć trochę się do niego przyczyniliście. Trzeba być jak mały dobry duszek, który robi małe dobre uczynki. Małymi kroczkami. I trzeba przywyknąć do tego że jest się wtedy niewidzialnym i pod żadnym pozorem nie rezygnować, nie płakać, nie oczekiwać czegoś w zamian choćby miało to być nawet słowo dziękuje. Nie wolno. Bo gdy na to liczymy, powoli niszczymy samych siebie ciągle sie rozczarowując. a przecież nie o to chodzi. Każdy powinien być szczęśliwy ale i niezależny. Być jak twardy głaz, który się nie ugnie. Do tego potrzeba przeogromnej siły, nie każdy ją ma, choć każdy powinien jej szukać. Ale nie w drugim człowieku. Jesteśmy strasznie przywiązani do ludzi którzy nas otaczają, a przynajmniej ja. I uważam to za złe. Bo co jeśli ich kiedyś zabraknie? Przypuszczam że nie będę zdolna do dalszego życia. Żałuję tylko że do takich wniosków dochodze dopiero teraz, choć wierzę, że jeszcze nie jest za późno na zmianę. Oczywiście, na całe szczęście istnieją jeszcze ci, którzy zauważą każdy najdrobniejszy gest i docenią go. Okażą wdzięczność. Tacy ludzie to prawdziwy skarb, który z kolei my musimy zauważyć i docenić. Przeczytałam ostatnio że Jezus był właśnie takim człowiekiem. Twardym i nie ugiętym. Nie przywiązanym do nikogo ani do niczego. Mimo że przebywał ciągle z ludźmi, to trzymał dystans. Miał misję ale był wolny. Niby oczywiste, a jednak. "Mężczyzna o takim sercu, to mężczyzna pasji. Pasja rozumiana, jako pragnienie podnoszenia się z marazmu. Mamy być tacy, jak On: żyć na granicy. Jezus wielu po prostu wkurzał, był wyrzutem, znakiem, który drażnił. Nie był konformistą, którego wszyscy lubią, albo który jest nijaki. Ludzie słuchali Go z zapartym tchem. Był kimś. Nie był też marnym rewolucjonistą religijnym, który wykorzystuje swoją wiarę w Boga do tego, by pokazać swoją wyższość, często ładnie opakowaną w kościelne hasła. To nie jest gorliwość. To są tylko ukryte kompleksy i rany nigdy nie przepracowane. Takim kimś mamy być my. Nie przeciętniakiem w tłumie, który jak widzi idiotę nie reaguje tylko się też śmieje, bo tak łatwiej, taniej i wygodniej. To nie jest zadanie dla wybranych, to jest dla nas. Dla Ciebie i dla mnie."
Życzę każdemu kto to czyta aby był dobrym człowiekiem, pomagał, dziękował, kochał i był kochanym. Ale żeby czyniąc to nikt z was nie rezygnował nigdy ze swoich marzeń i planów. Z siebie. Żeby miał swoją "misję" którą wypełni i nie zwątpi po drodze oglądając się na innych. Życzę tego też sobie. Wytrwałości!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz